Pokazywanie postów oznaczonych etykietą para młoda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą para młoda. Pokaż wszystkie posty

środa, 9 listopada 2011

Wspomnienie z wesela...

 Jakiś czas temu zostałam poproszona przez mych znajomych o zrobienie tortu weselnego na Ich ślub. Oczywiście zgodziłam się z wielką chęcią. Ciasto z zewnątrz było bardzo klasyczne, trzypiętrowe, białe, jedyną jego dekorację stanowiły kropki różnej wielkości wykonane z lukru oraz niewielki bukiecik żywych kwiatów umieszczony na szczycie. Większe wyzwanie stanowił środek! Młodzi zażyczyli sobie, by ciasto było zrobione z lekkiego jasnego biszkopta, przełożone kremem cytrynowym na bazie bitej śmietany, świeżymi malinami oraz lemon curd domowej roboty. Całość było dodatkowo nasączona ponczem z dodatkiem soku z owoców cytrusowych, ponieważ miało być cytrynowo i słodko :) Poza tym pod warstwą masy cukrowej dałam warstwę ciemnego ganache, by nieco zrównoważyć cierpki smak cytryny. 
 Poniżej prezentuję Wam kilka zdjęć ciasta wykonanych przez mego męża ze Studio Focus Photography, który był fotografem na Ich ślubie :)





sobota, 5 marca 2011

Czas wielkich zmian oraz o tym, że marzenia czasem się spełniają :)

 Na samym początku bardzo pragnę wszystkich przeprosić za tak długą nieobecność.Dziękuję również najbardziej oddanym i wytrwałym czytelnikom, za odwiedzanie mego bloga. Na moje usprawiedliwienie powiem, że po ponad 5-letniej nieobecności w Polsce, wróciłam wreszcie do kraju. Teraz chyba na stałe :) Ci, którzy przez to przeszli, wiedzą ile z tym zamieszania oraz jakie to czasochłonne zajęcie. No, ale teraz już jestem i obiecuję poprawę!
 Co do tych marzeń, to cóż - niekiedy jednak się spełniają. Pamiętacie, jak pisałam, że staram się o miejsce w warsztatach mej guru - Debbie Brown. O tym , że byłoby to idealnym akcentem na zakończenie mej szkockiej przygody. Udało się! Nie tylko było mi dane poznać samą Debbie, ale też wzięłam udział w dwóch prowadzonych przez nią kursach!!
 Tak więc, ostatni weekend przed mym wyjazdem do Polski spędziłam w jej towarzystwie. Z przyjemnością mogę powiedzieć, że jest ona bardzo barwną i ciepłą istotą, o nieziemskich wręcz zdolnościach. Pierwszego dnia kursu robiliśmy tzw "cake topper". Był to samochód, niewielki volkswagen z całującą się młodą parą siedzącą wewnątrz. Nigdy wcześniej nie poświęciłam tyle czasu jedynie na zrobienie czegoś tak niewielkiego. Naturalnie model każdego z uczestników kursu był inny, jednak wszystkie miały swój urok. Niżej prezentuję cake topper Debbie w moim wykonaniu.